Studenci chcą, by w Bydgoszczy powstał Bank Żywności. Jedzenie przestanie się marnować, będzie trafiać do potrzebujących - tłumaczą. W poniedziałek ich inicjatywę poparło 800 osób.
Akcja pod nazwą "DoKOŃcz posiłek - nie marnuj jedzenia" to inicjatywa studentów III roku socjologii Wyższej Szkoły Gospodarki.
Fot. Krzysztof Szatkowski / Agencja Gazeta
- Koń w tytule ma nawiązywać do dawnego zbierania suchego chleba dla koni, kiedyś tak popularnego w kraju - tłumaczy Małgorzata Dysarz-Lewińska, koordynatorka akcji. - Dawniej obchodzono się z żywnością z większym szacunkiem, a wyrzucenie chleba do kosza było nie do pomyślenia - dodaje. - Kiedyś na każdym osiedlu były pojemniki na chleb, a teraz - jeśli w domu zostanie nam więcej chleba, niż jesteśmy w stanie zjeść, nie mamy wyjścia - musimy go wyrzucić.
Młodzi chcą to zmienić. Zaczęli od przeprowadzenia ankiety w bydgoskich restauracjach. - Okazało się, że większość lokali oferuje pakowanie niedojedzonej żywności na wynos, ale niewielu klientów z tego korzysta - mówi Dysarz-Lewińska. - A szkoda, bo to jedzenie ląduje w koszu. W dodatku w 70 proc. restauracji za opakowanie nic się nie płaci, a w połowie można też zamówić mniejszą porcję.
W poniedziałek happeningiem z koniem Bercikiem w roli głównej studenci przekonywali bydgoszczan, że można tak gospodarować produktami spożywczymi, by zmniejszyć marnotrawienie jedzenia do minimum. Rozdawali przepisy na potrawy z tego, co zazwyczaj zostaje nam po obiedzie: makaronu, ryżu czy ugotowanych ziemniaków.
Wręczali też przechodniom dekalog zakupowy. - Mamy zwyczaj kupowania na zapas, a z badań wynika, że aż 30 proc. jedzenia się marnuje - mówi Patrycja Schreder, jedna z uczestniczek happeningu. - Dlatego warto przed wizytą w supermarkecie najpierw sprawdzić w lodówce, czego rzeczywiście nam potrzeba. Dobrze jest także zrobić listę, bo wtedy nie kupimy czegoś, co jest nam kompletnie niepotrzebne. I zawsze trzeba sprawdzać termin ważności.
Młodzi zbierali podpisy pod listem do rady miasta. Chcą, żeby radni wsparli ich w działaniach o utworzenie w mieście Banku Żywności. - Restauratorzy czy piekarnie bardzo często mają problem z nadwyżką żywności - mówi Dysarz-Lewińska. - Czasem nie wiedzą, jak i komu przekazać kilogramy chleba, a nie w smak im wyrzucanie dobrego przecież pieczywa. Dlatego w każdym dużym mieście powinna istnieć instytucja, która będzie tą zwyżkową żywnością zarządzać.
W poniedziałek podczas dwugodzinnej akcji zebrali ponad 800 podpisów. Najpóźniej w przyszłym tygodniu zaniosą list intencyjny do ratusza. Już wiadomo, że znajdą tam wsparcie.
- Idea jest naprawdę chwalebna, takie Banki Żywności z powodzeniem funkcjonują w kraju - mówi Zbigniew Pałka, dyrektor wydziału gospodarki komunalnej i ochrony środowiska. - To dobry pomysł, żeby rozprawić się z marnotrawieniem żywności i, co ważniejsze, pomóc tym, którzy tego potrzebują.
Źródło: Gazeta Wyborcza Bydgoszcz